Добавил:
Upload Опубликованный материал нарушает ваши авторские права? Сообщите нам.
Вуз: Предмет: Файл:
Сказки.doc
Скачиваний:
12
Добавлен:
09.05.2015
Размер:
624 Кб
Скачать
☆

I sarenka została na łączce.

Przez dzień się pasła, wieczorem spotykała się nad rzeką z przyjaciółmi i gawędzili sobie wszyscy czworo: mysz, kruk, żółw i sarenka.

Ale po kilku dniach sarence zaczęło się nudzić. Łączka wydała jej się ciasna, ona przywykła biegać i skakać po wielkim lesie. Więc powiedziała, że pójdzie na wycieczkę.

Żółw radził, żeby nie odchodziła daleko, bo może spotkać ludzi i stanie jej się coś złego.

Z początku sarenka zaglądała tylko ostrożnie na drugą stronę krzaków, które otaczały łączkę. Ale pewnego dnia nie wróciła wieczorem i przyjaciele na próżno oczekiwali jej nad rzeką.

—  Gdzie jest nasza sarenka? — martwiła się mysz. — Może się zgubiła?

—  Żeby tylko nie spotkała znowu człowieka ze strzelbą — frasował się żółw.

Kruk obiecał, że jeżeli sarenka nie wróci do rana, to on poleci jej szukać.

Minęła noc, słońce wstało, a sarenka nie wróciła.

Żółw podreptał pod drzewo kruka i zapytał:                     

—  Kruku, kruku, czy już się obudziłeś?

—  Tak — odpowiedział kruk.

—  No to leć, bo sarenki nie ma.  Obleć wszystkie lasy, pola, łąki.   Zaglądaj wszędzie i wróć nam powiedzieć, co widziałeś.

Żółw usiadł obok norki myszy i oboje czekali na kruka.

Czekali bardzo długo.  Wreszcie kruk wrócił łopocząc skrzydłami.   Opuścił się obok żółwia i zakrakał:

—  Widziałem ją.  Zły człowiek zastawił sieci.  Sarenka w nie wpadła i nie może sieci rozerwać.   Poznała mnie.   Prosiła, żebyśmy prędko obmyślili jakąś pomoc, bo jak przyjdzie po nią człowiek, będzie za późno.   Szarpałem te sieci dziobem, ale są mocne.   Co robić?                                                                     

— Ja mam bardzo ostre zęby — pisnęła mysz. — Pobiegnę do sarenki i spróbuję przegryźć te sznurki, z których człowiek zrobił sieć. Ty, kruku, leć górą i pokazuj mi drogę.

—  Ja też pójdę z wami na pomoc sarence — powiedział żółw.

Ale mysz zawołała:

—  Ach nie, żółwiu, zostań tutaj! Za wolno biegasz, trzeba by czekać po drodze na ciebie.  A my musimy się przecież śpieszyć, żeby zdążyć, zanim człowiek przyjdzie po sarenkę.

Żółw bardzo się zmartwił, że ma zostać. Kruk poleciał, a mysz dreptała za nim, aż dobiegła do sarenki.

Sarenka bardzo się ucieszyła i prosiła, żeby ją uwolnili jak najprędzej.

Mysz zabrała się do przegryzania sznurków. Piłowała ząbkami, piłowała, piłowała — aż przegryzła.

Przez dziurę w sieci sarenka wyrwała się na swobodę i już mieli biec wszyscy do domu, wtem patrzą: lezie żółw.

—   Po coś tu przyszedł?  —  zakrakał kruk, a mysz pisnęła:

—  Czy ciebie nie prosiłam, żebyś na nas czekał w domu?

—  Nie mogłem czekać i czekać sam jeden.   Niepokoiłem się, że może i wam stało się co złego, więc poszedłem was szukać.

—  Ach, jaki ty jesteś, żółwiu! — zawołała mysz. — Przez ciebie nie będziemy mogli prędko uciekać.   Ojej, cicho, już ktoś idzie...   Słyszycie trzask gałęzi?

—  To człowiek —  zakrakał cichutko przerażony kruk. — Widzę go, ma strzelbę.   Prędzej, prędzej, uciekajmy!

Kruk pofrunął, sarenka i mysz pobiegły za nim.

Żółw nie mógł nadążyć, więc schował się pod drzewem między suchymi liśćmi.

Myśliwy podszedł do sieci, obejrzał je i bardzo się zdziwił.

„No, no", pomyślał sobie, „zwierzę, które złapało się w sieć, musiało mieć ostre zęby, kiedy wygryzło taką dziurę. Ciekaw jestem, co to było".

Wtem dostrzegł żółwia. Zdziwił się jeszcze bardziej i mruknął:

—  Czyżby to on miał zęby?   Nigdy nie widziałem zębatego żółwia.   Trzeba go w domu obejrzeć dokładnie, a potem żona ugotuje mi pyszną żółwiową zupę.

Myśliwy miał u pasa worek. Wrzucił tam żółwia i poszedł do domu.

Tymczasem sarenka i mysz spostrzegły, że żółw został. Bardzo się bały, ale przystanęły, a kruk zawrócił, żeby zobaczyć, co się stało.

Widział z góry, jak człowiek wrzucił żółwia do worka. Krakał mu tuż nad głową, żeby go przestraszyć, ale wszystko nadaremnie. Człowiek nic sobie z tego nie robił i szedł dalej. Raz nawet wy­celował do kruka i strzelił, ale nie trafił. Kruk musiał uciekać.

Poleciał do sarenki i myszy.

—  Wiecie?   Straszna rzecz się stała.   Człowiek niesie żółwia w worku.   Pewno chce go ugotować.

—   Biedny, biedny nasz żółwik — zapłakała sarenka. — Wierny nasz przyjaciel.  Przybiegł mi na pomoc, a teraz sam ma zginąć?

Mysz pisnęła:

—  Nie pozwolimy na to!   Przegryzłam sieć, to może prze­gryzę i worek.   Tylko postarajcie się, żeby go człowiek rzucił.

—  Już wiem, jak to zrobić — zawołała sarenka. — Będę bie­gała i skakała tu, tam, wszędzie, żeby mnie człowiek widział coraz to w innej stronie.  Zacznie za mną gonić, żeby mnie upolować. Strasznie się zmęczy, bo ja mam cztery nogi, a on tylko dwie. Może rzuci worek.

—  Ale człowiek może cię zabić — powiedział kruk. — Prze­cież o mało mnie nie zastrzelił.  Uważaj bardzo.

—  Będę się pilnowała. Leć, kruku, pokaż mi, którędy człowiek idzie.