- •Ino roz sie przetańcuje.
- •I nic pozwolić się kpać.
- •I nic z tego.
- •I pewno serce tobie skacze.
- •I wszystko jest moim swatem
- •I szukamy, I patrzymy,
- •I cóż? chłopy pani nie brzydną?
- •Indywidualność zdusić,
- •I dom cały, wesele I gości.
- •I choć mi niejedno wspak,
- •I na nic rozmowa nasa.
- •I dalekim łanem drzewców
- •I tysiące obudzi I wznieci. -
- •I ciś je w piwniczny loch.
I szukamy, I patrzymy,
czy co kiedy z tego będzie - ?
Ot, odmienia nas natura:
wicher, co nad łanem wionie;
drżenie, gdzieś aż w ziemi łonie; -
par, który się wsiąka, wdycha,
że się tak w tych zbożach tonie;
chocia gleba może licha,
nie trza ustępować z drogi:
były bogi, będą bogi;
wiara jeszcze jakaś w ludzie.
PAN MŁODY
Jak się wszystko dziwnie plecie...
GOSPODARZ
Jak się wszystko plecie dziwno.
SCENA 31.
GOSPODARZ, KSIĄDZ.
GOSPODARZ
Ksiądz dobrodziej chce się spieszyć,
chce odjechać, zaraz konie...
KSIĄDZ
Bardzo mile czas tu schodzi;
tak sie w swoim gruncie brodzi;
ciekawi ci państwo młodzi.
GOSPODARZ
Ciekawe, wszystko ciekawe.
Strzemiennego!
KSIĄDZ
Strzemiennego!
GOSPODARZ
Kurdesz !!
KSIĄDZ
Coś staropolskiego ? ?
GOSPODARZ
Kurdesz nad kurdeszami!!!
SCENA 32.
HANECZKA, JASIEK.
HANECZKA
A, dziękuję, Jaśku.
JASIEK
Dobrze?
HANECZKA
Dobrze, dobrze - później jeszcze.
JASIEK
Ja bo się panienką pieszcze
jak jakim świętym obrazkiem
jak pisanką, malowanką.
HANECZKA
Jeszcze będę tańczyć z Jaśkiem.
SCENA 33.
KASPER, JASIEK.
KASPER
Jasiek, drużba, słuchaj, bratku,
co ci powiem na ostatku,
Zgadnij, co ? -
JASIEK
Nie wiem, co.
KASPER
Że te panny to nos chcom.
JASIEK
Moze jo tak myśle som.
Kasper, drużba, słuchaj, bratku
co ci powiem na ostatku;
Zgadnij, co - ?
KASPER
Nie wiem, no?
JASIEK
Że tak one ino kpiom.
KASPER
Co ta o to, druhny som,
jesceśmy nie lada jacy.
JASIEK, KASPER
Albośmy to jacy, tacy.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . .
SCENA 34.
JASIEK.
JASIEK
I
Zdobyłem se pawich piór,
nastroiłem pawich piór:
pawie pióra ładne,
pawie pióra kradne:
postawie se pański dwór!
II
Zdobęde se pański dwór,
wywleke se złoty wór:
złoty wór wysypie
ludziskom przed ślipie:
nakupie se pawich piór!
SCENA 35.
PAN MŁODY, RADCZYNI.
PAN MŁODY
Jaki taki niech se szczeka.
Czy dziwota, czy dziwota:
zamiast wody, że chcę mleka;
że nie gonię, kto ucieka;
na konkury lat nie trwonię,
jak ci, co lat kwarantannę
czekają, nim zgarną pannę.
RADCZYNI
Mego zdania to nie zmienia.
PAN MŁODY
Punkt widzenia, kąt widzenia.
O ten kredens, o tę szafę
rozbiją się, jak o rafę,
i najbardziej zakochani; -
znałem takich, proszę pani,
pięć lat byli zaręczeni -
naraz kredens wszystko zmieni.
RADCZYNI
Mego zdania to nie zmienia.
SCENA 36.
POETA, RACHEL
POETA
Pani się kiedy zakocha
w chłopie...
RACHEL
Pan może wywróży.
Mam do chłopców pociąg duży,
lecz być musi ładny chłopiec.
Powrót, powrót do natury.
POETA
Nie tak trudno tego dociec
nie trafia się inszy który;
skarżył się już pani ociec
na ten literacki ton.
RACHEL
Na wszystko dla mnie pozwala;
nawet sobie mnie zachwala.
Interesujące, co?
Wyzysk, handel, ja i on - ?
POETA
Wszystko się w poezji topi
u pani, ojciec i chłopi.
RACHEL
Ogromnie dużo wierszy czytałam.
POETA
Pisała pani kiedy?
RACHEL
Nie chciałam.
Gust ten właśnie wielki miałam,
żeby nie pisać - lichą formą się brzydzę;
ale za to, kędy spojrzę, to widzę
poezję żywą zaklętą,
tę świętą,
i tym jestem szczęśliwa:
że święta i dla mnie żywa.
POETA
Ze świętymi pani przestaje;
za pan brat z różami w ogrodzie;
za pan brat z obłokami,
a ku swojej wygodzie
chce pani za pan brat z poetami.
RACHEL
Ach, pan ciągle mnie łaje -
cała ta przyroda tajemna
przestała mi być ciemna.
POETA
Choć oko wykol, noc na dworze -
to pannie serce żądzą gorze
i wolałaby gdzie w komorze
nie sama...-
RACHEL
Przyszłam na chwilę,
gdzie ta chata rozśpiewana,
przybiegłam jak ćmy, jak motyle,
co biegną - gdzie zapalona
lampa - ale odejdę w pokorze
do dom
i będę sobie wyobrażać pana
z daleka,
a jak będę zakochana,
przyszlę panu list i klucz.
POETA
A włócz się, poezjo, włócz,
od komory do komory,
od ogrodu róż
do sadu tych śpiących drzew:
widać je tu z okienka;
więc, jak pójdzie panienka,
a muśnie jej szal który krzew,
to jej tęsknota i żal
udzieli się przyciętej słomie,
a z krzaka smutek i cień
udzieli się nieświadomie
panience...
RACHEL
A tak, a tak...
POETA
A jak się drużba przydarzy,
serduszko się drużbą pocieszy
i zgrzeszy.
RACHEL
A tak, a tak:
przez ogród pójdę, przez sad,
a pan niech tu w oknie stoi.
POETA
Ujrzę panią rad,
błądzącą przez mroczny sad,
niby zakochaną i błędną,
pół dziewicą, pół aniołem,
pochyloną nad chochołem,
jakby z obrazu Bern-Dżonsa -
gdy ja będę w cieple stać.
RACHEL
No, nie trza się o mnie bać;
nie przeziębi najgorszy mróz,
jeźli kto ma zapach róż;
owiną go w słomę zbóż,
a na wiosnę go odwiążą
i sam odkwitnie.
POETA
To szczytnie; -
ach, pani się trochę dąsa - ?
RACHEL
Patrz pan różę na ogrodzie
owitą w chochoł ze słomy;
przed tą pałubą słomianą
poskarżę się mej poezji;
wyznam, jakich się herezji
nasłuchałam;
jak się jęto kąsać, gryźć
mnie, com przyszła zakochana! -
Zmówię chochoł, każę przyść
do izb, na wesele, tu -
może uwierzycie mu,
że prawda, co mówi Rachela.
POETA
Pani na imię Rachela ?
RACHEL
Czy to postać rzeczy zmienia?
POETA
Ach, pani się zarumienia; -
cieszę się pani imieniem -
sproś pani, jakich chcesz, gości -
imię pani tak liryczne...
RACHEL
Prawda, śliczne - -
a teraz proszę Miłości
wysłuchać.-
Chcę poetyczności
dla was i chcę ją rozdmuchać;
zaproście tu na Wesele
wszystkie dziwy, kwiaty, krzewy,
pioruny, brzęczenia, śpiewy...
POETA
I chochoła!
RACHEL
Już pan wierzy?!
Już to pana zajęło:
słoma, zwiędła róża, noc,
ta nadprzyrodzona Moc.
POETA
Może być weselna feta
na wielką skalę!
RACHEL
A! teraz pana pochwalę.
Adie - ta jedyna chwilka -
pan mnie zajął, pan teraz poeta.
POETA
Otula się panna w szal -
więc już adie?!
RACHEL
Nie dorosłam do wielkich skal;
bawię się
pour passer le temps tylko.
SCENA 37.
POETA, PANNA MŁODA.
POETA
Panno młoda, myślę sobie,
że co zechcesz, to się stanie:
miłość płonie z lic.
PANNA MŁODA
Jako, jo nie umiem nic;
niby na moje zawołanie?
POETA
Na prośbę i rozkaz twój:
żeś to dzisiaj panna młoda,
jak jaśminy, jak jagoda...
PANNA MŁODA
I o cóz się to rozchodzi,
że pon tylo się spodziwo
po mnie?
POETA
Ty dzisiaj jesteś szczęśliwą,
panno młoda - zaproś gości
tych, którym gdzie złe wciórności
dopiekają - którym źle -
których bieda, Piekło dręczy,
których duch się strachem męczy,
a do wyzwoleństwa się rwie.
PANNA MŁODA
I po cóż te z Piekła duchy?
POETA
Niechaj przyjdą na podsłuchy,
na Wesele, gdzie muzyka...
PANNA MŁODA
A to mi pon zabił ćwika;
kaz się tylo luda zmieści?
POETA
Muzyka ich chwilę popieści;
duch taki chwilę przystanie,
a potem, jako dym, znika.
PANNA MŁODA
Pon cosi trzy po trzy bają;
może się inksi poznają,
o co chodzi - ot, mój mąż.
SCENA 38.
POETA, PANNA MŁODA, PAN MŁODY.
POETA
Ach! pan młody! - ty pan młody!
Słuchaj, przecie ty poeta
i ty dzisiaj sprawiasz Gody!
PAN MŁODY
Ja szczęśliwy, do gospody
sprosiłbym tu cały świat:
takim rad, takim rad.
POETA
Zaprośże tego chochoła;
tam za oknem skrył się w sad.
PAN MŁODY
Cha cha cha - cha cha cha,
przyjdź, chochole,
na Wesele,
zapraszam cię ja, pan młody,
wraz na gody
do gospody!
PANNA MŁODA
Jest na tyle jeść i pić,
mozes sobie z nami kpić!
PAN MŁODY
Dla nas samych dość za wiele;
przyjdź, chochole,
na Wesele!
PANNA MŁODA
Przyjdze, przyjdze, jak mos wole!
POETA
Cha cha cha...
PANNA MŁODA
Cha, cha, cha!
Skoro północ zacznie bić,
do nas tu na izbę przydź.
PAN MŁODY
Cha cha cha!
POETA
Cha cha cha...
PANNA MŁODA
Cy on nos tyz posłucha,
bo to głucho psiajucha.
PAN MŁODY
Sprowadź jeszcze, kogo chcesz,
ciesz się z nami,
ciesz Godami!
PANNA MŁODA
Ciesz się, ciesz!
PAN MŁODY
Cha cha cha,
czy on nas też posłucha - ?
Akt 2
(Świeczniki pogaszone; na stole mała lampka kuchenna).
SCENA 1.
GOSPODYNI, ISIA.
GOSPODYNI
Trza rozbirać dzieci spać,
już północno godzina.
ISIA
Mnie się nie chce spać,
pokil bedom grać,
a tamte dziecka śpiom,
niech se lezom, tak jak som.
GOSPODYNI
Chodź tu zaraz.
ISIA
Matusiu,
jesce ino w kółko raz;
przyjrze im sie z komina.
GOSPODYNI
Nie bedzies kcieć jutro wstać;
z łózka trzeba wyganiać,
a do łózka trzeba gnać.
ISIA
Nie, nie póde, matusiu,
zaroz bedom cepiny,
muse widzieć cepiny,
matusieńku, matusiu,
ino dziś, ino dziś.
GOSPODYNI
Ocy ci sie przymykają,
ślipki ci sie mruzom.
ISIA
Chciałabym być duzom:
jak cepiny przypinają,
jak druhny słuzom.
GOSPODYNI
A przynieś tu lampe haw,
pozakołysz dziecko,
dobrze mi sie spraw,
to pódzies w kółecko.
SCENA 2.
GOSPODYNI, ISIA, KLIMINA.
KLIMINA
(w drugiej izbie)
Juz cepiny, juz cepiny,
podciez tam, podciez juz,
na męzatki szyćkie mus.
(Obiedwie zaświecają małe łojówki i z płonącymi świeczkami w rękach idą ku Weselu, gdzie się odbywają czepiny. Po ich odejściu chwilę Isia sama bawi się rozkręcaniem i przykręcaniem lampki i patrzy we światło. Północ bije na zegarze w izbie).
SCENA 3.
ISIA, CHOCHOŁ.
CHOCHOŁ
I
Kto mnie wołał
czego chciał ?
zebrałem się,
w com ta miał:
jestem, jestem
na Wesele,
przyjedzie tu
gości wiele,
żeby ino wicher wiał.
II
Co się w duszy komu gra,
co kto w swoich widzi snach:
czy to grzech,
czy to śmiech,
czy to kapcan, czy to pan,
na Wesele przyjdzie w tan.
ISIA
Aj, aj, aj ? aj, aj, aj,
a cóz to za śmieć?!
CHOCHOŁ
Tatusiowi powiadaj,
że tu gości będzie miał,
jako chciał, jako chciał.
ISIA
A ty mi się przepadaj,
śmieciu jakiś, chochole,
huś ha, na pole!
CHOCHOŁ
Tatusiowi powiadaj...
ISIA
Huś ha, na pole,
głupi śmieciu, chochole!
CHOCHOŁ
Szepnij w ucho mamusie...
ISIA
Wynocha, paralusie!
CHOCHOŁ
Kto mnie wołał,
czego chciał...
ISIA
A, słomiany nygusie,
wynocha, paralusie!
CHOCHOŁ
Ubrałem się, w com ta miał,
sam twój tatuś na mnie wdział,
bo się bał, bo się bał,
jak jesienny wicher dął,
zaś bym zwiądł, róży krzak,
a tak, tak, a tak, tak,
skądże bym ja sam to wziął...
ISIA
Idź precz, idź precz, na pole,
huś ha, hulaj, chochole!
CHOCHOŁ
Kto mnie wołał,
czego chciał,
. . . . . . . . . . . . . . . .
SCENA 4.
MARYSIA, WOJTEK.
MARYSIA
Odpocznijze haw, Wojtecku,
bo i jo tańcem zmęcona.
WOJTEK
O mojaś ty, serce, zona,
moja duszo, tak mi smutno
o ciebie - idź ta ku muzyce,
hulaj...
MARYSIA
Tak se ta znów nie zyce,
żebym wystoć nie mogła
przy tobie.
WOJTEK
Nagle mi się zawróciło w głowie,
jakby twoje to wesele było,
(nuci)
„ale nie nase, Marysiu,
ale nie nase...”
MARYSIA
Podź hań, przy dzieciach se siądź,
pośpij, zaśpisz bolenie.
WOJTEK
W głowie mi sie zamrocyło,
inom ku muzyce wszed,
i tak mi sie uwidziło,
że lazom koło nos cienie...
MARYSIA
Czarno figura po ścienie
ze światła - o, patrzajże sie,
widzis, jak po wszyćkim goni - ?
WOJTEK
(nuci)
„Pilnuj, parobku, koni,
pon ci dziewuche zgoni...”
Przystaw gęby, żonisiu.
MARYSIA
Smęcisz czego - ?
WOJTEK
Marysiu!
(Gdy oboje idą do alkierza w głębi, Marysia zabiera lampkę ze stołu. Izba pozostaje ciemna - tylko alkierz oświetlony i od weselnych drzwi smuga światła).
SCENA 5.
MARYSIA, WIDMO.
WIDMO
Miałem ci być poślubiony,
moja ślubna ty.
MARYSIA
Bywałeś mój narzeczony,
przyrzekałeś mi.
WIDMO
Byłaś dla mnie słońce złote,
w moim domku zimno mnie.
MARYSIA
Mróz jakisi od wos wionie,
zimnem ubiór dmie.
WIDMO
Ogniem, żarem lico płonie,
zaś krew w tobie wre.
MARYSIA
Miałam ci być poślubiona
i mój ślubny ty.
WIDMO
Maryś, Maryś, narzeczona,
długie moje sny.
MARYSIA
Ka ty mieszkasz, kaś ty jest?
Jechałeś do obcych miest,
czekałam cie długo, długo
i nie doczekałam sie.
Kaś ty jest, kajś ty jest,
gdzie ty mieszkasz, gdzie?
WIDMO
Goniłem do różnych miest,
rozhulaniec, pędziwiatr,
ażem gdziesi w ziemię wpad,
gdzie mnie toczy gad.
MARYSIA
O mój Boze, Boze mój,
to juz ciebie tocy gad.
WIDMO
Zwabiło mnie echo z Tatr,
otom jest, otom jest,
zwabiły mnie głosy z chat,
do myśli mi przyszedł gest
przypomnieć się z dawnych lat;
domek mój, podobnoś grób,
nie jestem wymagający,
przeszedłem niejedną z prób,
ale żebym ja był trup,
nie wierz, Maryś, bo to kłam;
żywie Duch, żywie Duch,
wytężyłem cały słuch,
zwabiły mnie głosy z chat.
MARYSIA
Ka twój grób, ka twój grób?
Pono gdziesi za daleko,
nie dobiegnie, nie doleci...
(Ona przesłania oczy ręką, on zaś jej, nagły, dłoń odrywa).
WIDMO
Łzy mnie palą, łzy mnie pieką,
licho bierz grób mój,
otom jest, otom twój;
czy pamiętasz jeszcze dzień;
jak nas gruszy cienił cień,
tu w tym sadzie, na zieleni,
śród połednia, śród promieni,
przy mnie stałaś: w dłoni dłoń - ?
MARYSIA
Dawno, dawno, tyle lat.
WIDMO
Skłońże ku mnie główkę, skłoń.
MARYSIA
Hańśmy stoli w dłoni dłoń -
szedł od ciebie swat.
WIDMO
Dawno, dawno, tyle lat.
MARYSIA
Miałabym tylo wesele,
co jak dziś, jak to dziś.
WIDMO
Potańcujmy raz dokoła,
potem zaś znów mus mnie iść
MARYSIA
Som tu twoi przyjaciele,
ostań chwile.
WIDMO
Raz dokoła,
- - - - - - - - - - - - -
potem to już mus mnie iść:
mus mnie woła, mus mnie woła.
MARYSIA
Ano dziś nasze wesele;
raz dokoła, raz dokoła.
WIDMO
Taki smutek idzie z czoła...
MARYSIA
Takie zimno wieje z ust...
WIDMO
Przytul mnie do twoich chust,
przytul mnie do piersi, rąk...
MARYSIA
Nie chytaj sie moich wstąg,
taki wieje trupi ciąg.
WIDMO
Kochaj...!
MARYSIA
Precz, nie sięgaj lic
WIDMO
Nie broń mi się - nic to, nic...
MARYSIA
Zimnem dołu wieje strój,
ty nie mój, ty nie mój!
WIDMO
Mus mnie woła, mus mnie woła,
raz dokoła...
MARYSIA
Stój, ach, stój!
SCENA 6
MARYSIA, WOJTEK.
WOJTEK
Maryś - jakoześ ty blado - ?
MARYSIA
To światła sie takie kładą
po twarzy...
WOJTEK
Trzęsiesz się cała.
MARYSIA
Uchyliłam drzwi i stamtąd powiała
jakaś zawieja - to nic -
WOJTEK
A to znów czerwoność do lic
przyszła -
MARYSIA
Z twojego patrzenia;
przytul mnie Wojtecku, do siebie,
wole ciebie, wole ciebie.
WOJTEK
(nuci)
„Pójdze, Maryś, po niewoli
na mój jeden zagon roli”.
SCENA 7.
STAŃCZYK, DZIENNIKARZ.
STAŃCZYK
(idąc)
Ktoś się za mną włóczy wciąż.
DZIENNIKARZ
Ktoś przede mną ciągle stąpa.
STAŃCZYK
(już był usiadł)
Domek mały, chata skąpa:
Polska, swoi, własne łzy,
własne trwogi, zbrodnie, sny,
własne brudy, podłość, kłam;
znam, zanadto dobrze znam.
DZIENNIKARZ
Zacz kto - ?
STAŃCZYK
Błazen.
DZIENNIKARZ
(poznając)
Wielki mąż!
STAŃCZYK
Wielki, bo w błazeńskiej szacie;
wielki, bo wam z oczu zszedł,
błaznów coraz więcej macie,
nieomal błazeńskie wiece;
Salve, bracie!
DZIENNIKARZ
Ojcze, Salve!
Szereg dobrych błaznów zrzedł,
przywdziewamy szarą barwę;
koncept narodowy gaśnie;
gasną coraz te pochodnie,
które do hajduków ręku
przywiązane żarem płoną.
Skapały, zżarły się świece,
a że do rąk przytroczone,
więc jeszcze palą się ręce,
w tę samą zaklęte stronę. -
Trzeba by do służby narodu
błaznów całego zastępu;
palą się hajduki w męce,
z własnego bolu się śmieją;
gasną świece narodowe,
okropne rzeczy się dzieją,
śmiechem i szyderstwem biegu
obudzić, ośmielić zdolne
serce spodlone, niewolne,
które naszą krew zaprawia.
STAŃCZYK
A wolicie spać - -
DZIENNIKARZ
To jedno!
Usypiam duszę mą biedną
i usypiam brata mego;
wszystko jedno, wszystko jedno,
tyle złego, co dobrego,
okropne rzeczy się dzieją.
Patrzeć na przebiegi zdarzeń -
dalekie, dalekie od marzeń,
tak odległe od wszystkiego,
co było wielkie w kraju;
że wszystko, co było, przepadło,
bezpowrotnie w mroku zbladło:
to bajki o trzecim Maju!
Matkę do trumny się kładło,
siostry i rodzinę całą;
ksiądz pokropił i poświęcił,
grabarze gruz przywalili;
epigonów co zostało,
na stypie się weselili
wesołością, co przeklina;
w pijaństwie duszę zabili,
a nie mogli zabić serca.
Zostało serce, co woła,
spłakane u bram kościoła,
skrwawione u wrót świątyni
i jeszcze w męce okrutnej,
w czułej litości rozrzutnej
samo siebie wini.
STAŃCZYK
Asan jako spowiedź czyni,
spowiedź, widzę, cudzych grzechów;
Acan się zalewa łzami,
duszę krwawi, serce krwawi;
ale znać z Acana mowy,
że jest - tak - przeciętnie zdrowy;
jutro humor się naprawi. -
Gotów mi płakać najrzewniej,
rozczulać się cudzych grzechów,
u bliskiego widzieć tramy,
zbrodnie, brudy, grzechy, plamy
i za swojego bliskiego
uczynić publiczną spowiedź. -
A! doprawdy! warte śmiechów -
może jeszcze rozgrzeszenie
wziąć kapłańskie z cudzych zbrodni - ?
DZIENNIKARZ
Wina ojca idzie w syna;
niegodnych synowie niegodni;
ten przeklina, ów przeklina -
ród pamięta, brat pamięta,
kto te pozakładał pęta
i że ręka, co przeklęta,
była swoja. - Rozbrat wieczny
duszy z ciałem, ciała z duszą;
w nim się słabi kruszą -
miecz do walki obosieczny -
myśmy słabi. - Wielkość gniecie,
przekleństwo nosi na grzbiecie:
zbrodnie nosi, czarne kiry,
szatę krwawą Dejaniry;
Wielkość: Zbrodnia; Małość: podła -
Jakaż nasza dzisiaj Wola?!
Czarodziejska dłoń ogrodła
nasze pola.
STAŃCZYK
Łzy ze źródła!
Tyle żalów o nieswoje!?
A cóż tobie niepokoje
tych, co w grobach leżą?
Myślisz - że się trupy odświeżą
strojem i nową odzieżą -
a ty z trupami pod rękę
będziesz szedł na Ucztę-mękę
i jako potrawy żuł,
czym się tylko kiejś kto truł;
wsączał w siebie i pił,
czym tylko kto gdzie gnił;
czy to ma być twoja krew?!
DZIENNIKARZ
Moja krew, moja krew -
czy ja wiem - okrzyk mew,
gdy gonią ponad skały,
okrzyk mew osmętniały,
żałośliwy, straszny,
gdy od brzegu odbiegły daleko.
Morze ciche, strop się chmurzy,
ale burza i orkan daleko
Tylko głuchość i pustka bezmierna -
a tu skrzydła rozchwiane do lotu,
nie pragną, nie pragną powrotu
i wiedzą, że tam, gdzie dążą,
wylądu szukać daremno;
przekleństwu swojemu wierne,
lecą - i nie śmieją ustać,
aż krew do ust pocznie chlustać
ze znużenia - wtedy padną,
łzą nie pożegnane żadną,
bo śmierć ulga, ulga zgon.
STAŃCZYK
Zaśpiewałeś kruczy ton;
tobież tylko dzwoni w głuszy
pogrzebowych jęków dzwon?
- - - - - - - - - - - - - - -
A słyszałżeś kiedy, z wieży
jak dźwięczy i śpiewa On?
DZIENNIKARZ
Zygmunt, Zygmunt...
STAŃCZYK
Dzwon królewski: -
Siedziałem u królewskich stóp,
królewski za mną dwór:
synaczek i kilka cór,
Włoszka - a wielki chór
kleru zawodził hymny; -
a dzwon wschodził.
Patrzali wszyscy w górę,
a dzwon wschodził -
zawisnął u szczytów
i z wyżyn się rozdzwonił:
głos leciał, polatał,
kołysał się górnie,
wysoko, podchmurnie -
a tłum się wielki pokłonił.
Pojrzałem na króla,
a król się zapłonił...
Dzwon dzwonił
- - - - - - - - - -- -
DZIENNIKARZ
A toć on nam tętni dziś,
jak grzebiemy, kto nam drogi;
zwołuje nas, każąc iść
posłuchać kościelnych szumów,
w wielkim zamęcie rozumów,
w wielkim modlitew rozjęku,
On pan, ten dzwon królewski,
nie ustający w brzęku,
o pękniętym sercu:
nasz ton. - Nad przepaścią stoję
i nie znam, gdzie drogi moje.
STAŃCZYK
Byś serce moje rozkroił,
nic w nim nie najdziesz inszego,
jako te niepokoje:
sromota, sromota, wstyd,
palący wstyd;
jakoweś Fata nas pędzą
w przepaść -
DZIENNIKARZ
Ty Wid!
STAŃCZYK
Ja Wstyd!!
Piekło wiem gorsze niż Dante,
piekło żywe.
DZIENNIKARZ
Żyję w Piekle!,
STAŃCZYK
Społem w przepaść!
DZIENNIKARZ
Społeczeństwo!
Oto tortury najsroższe,
śmiech, błazeństwo -
to my duchy najuboższe.?
„Społem” to jest malowanka,
„społem” to duma panka,
„społem” to jest chłopskie „w pysk”,”
„społem” to papuzia kochanka,
próżność, nadczłowieczeństwo _
i przy tym to maleństwo:
serce pęknione, co krwawi.
STAŃCZYK
Asan prawi -
jako najwalniejsi gębacze,
odrośl od tych samych pni
z moich dni.
DZIENNIKARZ
Wolałbym już stokroć razy
policzone dni
niż ten bieg, bieg. pęd, gonitwa
ku przepaści, otchłani, zawrotom:
Ach, kresu, ach, kresu lotom
Stacza się sercowa bitwa,
opadam coraz na głazy,
mrze na ustach modlitwa,
ach, kresu, ach, kresu lotom! -
Niechby się raz wszystko spali,
zetrze się, na proch się zsypie,
jak kolumny, na gruz się rozwali,
byśmy padli potruci
jadami w pogrzebowej stypie;
niechajby się raz wszystko spali,
i te nasze polskie posty
dusz do polskich świętych,
i te nasze tęczowe mosty
czułości nad pustką rozpiętych,
malowanki Częstochowskie
w koronach - i wszystkie Wiary! -
Nieszczęścia wołam!!
STAŃCZYK
Puszczyku...
DZIENNIKARZ
Może by Nieszczęście nareście
dobyło nam z piersi krzyku,
krzyku, co by był nasz,
z tego pokolenia. -
Ach, Sumienia, Sumienia!
Już było tych prawd bez liku
dla nas - Prawdy czy Fraszki -?,
Stoimy u polskich granic,
a mamy obecność za nic,
od talentów zawisłe igraszki.
STAŃCZYK
Puszczyku!
Zgrałeś się przy zielonym stoliku
czy z kobietami w gorączce
opętałeś duszę mdłością
i w tej momentu palączce
oślep gnasz we własne próchno.
A gdy na nie wichry dmuchną,
rozleci się zgasłe próchno,
zamurują się otchłanie
i krzyk, i jęk, i wołanie
zda ci się błazeństwem duszy,
które nikogo nie skruszy,
które zeżre siebie samo,
a trzewia mu gniciem cuchną. -
Znam ja, co jest serce targać
gwoźdźmi, co się w serce wbiły,
biczem własne smagać ciało,
plwać na zbrodnie, lżyć złej woli,
ale Świętości nie szargać,
bo trza, żeby święte były,
ale Świętości nie szargać:
to boli.
DZIENNIKARZ
Tragediante...
STAŃCZYK
Commediante,
dla ciebie błazeńska laska.
DZIENNIKARZ
Piastujesz ją, piastun stary;
znasz tylko: status quo ante;
błazeństwo z tobą się zrosło.
STAŃCZYK
Oto naści twoje wiosło:
błądzący w odmętów powodzi,
masz tu kaduceus polski,
mąć nim wodę, mąć.
DZIENNIKARZ
Fatum nas w obłędy wodzi:
u rozstajnych dróg zły Duch!
Tu moje rozstajne drogi;
ty mój Duch-zły - demon, Szatan;
błazeństwem ja z tobą zbratan,
byłem ci duszą poswatan,
nim dusza stała się trup; -
a teraz mi pachnie grób,
czuję trąd.
STAŃCZYK
Naści; rządź!
Masz tu kaduceus polski,
mąć nim wodę, mąć.
DZIENNIKARZ
Nie chcę żadnych więcej prób.
Serce miałem kiedyś młode,
porwałeś mi serce młode,
wlałeś jad goryczny w krew.
Nie widzę, nie widzę dróg,
zaćmił mi się Bóg...
STAŃCZYK
Fata pędzą, pędzą Fata ?
Wielkość ? Nicość ? pusty dzwon,
serce strute ?
uderzyłeś błazna ton:
moją nutę.
Kłam sercu, nikt nie zrozumie,
hasaj w tłumie!
Masz tu kaduceus, chwyć!
Rządź!
Mąć nim wodę, mąć!
Na Wesele! Na Wesele!
Idź!
Mąć tę narodową kadź,
serce truj, głowę trać!
Na Wesele! Na Wesele!
Staj na czele!!!
SCENA 8.
DZIENNIKARZ, POETA.
DZIENNIKARZ
Może z mętów się dobędzie człowieka;
może minie palączka i głód;
ot, kaleka ja, ot, ja kaleka:
każdy dzień piekielny trud.
Młodości - wyrwi mię z cieśni,
oplatają mnie grzyby i pleśni;
o Młodości, jakożeś daleko,
a to jeszcze wczora, prawie wczora...
POETA
Cóżeś tak się rozżalił, rozpalił,
czy cię jakie przemieniły cuda?
DZIENNIKARZ
A przeszedł tu koło mnie cień,
cień goryczy pełen wielkoluda
i ostawił mi laseczkę kaduczą.
POETA
Nie przeczę, że rozmyślania uczą,
ale cóż tak sobie żalisz serce?
DZIENNIKARZ
Och, w okropnej jestem poniewierce;
po torturach mię duchowych włóczą,
więżą mnie konwenansowe szpangi:
oto droga utarta do rangi,
a ja gardzę, ja gardzę, ja plwam
na to wszystko, ze serca szczerego -
i nie zdołam rozerwać obroży,
a wstrętów coraz się mnoży
i cokolwiek słyszę, to mnie draźni.
Przyjaźń farsą, Litość: kłam,
a słyszę, że gadają o przyjaźni.
Miłość farsą -
słyszę wkoło półszepty miłości.
Kłamstwo Szczerość, a widzę tu gości
i muzyki słyszę swoje, polskie, nasze,
i po ścianach złożone pałasze,
obrazeczki, sceny narodowe.
To mnie draźni i męczy, i boli:
Czy my mamy prawo do czego?!!
Czy my mamy jakie prawo żyć...?
My, motyle i świerszcze w niewoli,
puchnąć poczniemy i tyć
z trucizny, którą nas leczą.
I tę naszą dolę kaleczą
widzieć i trupem gnić...
POETA
Rozżaliłeś się, działa muzyka,
to się koło widzeń zamyka
i działa na nerwy.
DZIENNIKARZ
Na nerwy !?
Na nerwy działa te, na te sieci,
które mają duszę w uwięzi,
że gdy tak mi grają bez przerwy,
zdało mi się, że moja dusza
ze mnie wyszła i koło mnie świeci.
POETA
Zdawało ci się - sam mówisz przez to,
że o jedno złudzenie więcej.
DZIENNIKARZ
Poezjo! - tyś to jest spokojną sjestą;
chcesz mnie uśpić, znieczulić, zniewolić,
byle słówka nie wyrzec goręcej.
Ach, nie ukrywaj - nie udawaj,
ty sameś w ogniu - to maska
ten pozorny spokój - to kłam.
A! ta muzyka tak brzęczy,
jak z ula dzwonienie pszczół -
a my jak szerszenie:
to mi się rzuca do garła
ta duża wesołość narodowa,
to mi się rozszerza głowa
szumem, gwarnością, zawrotem
i nawet mi jest wstrętny ból.
POETA
Daj rękę.
DZIENNIKARZ
Ech, daj mi pokój -
wyjdę za próg - jak wieje od pól...
Powietrza, powietrza!...
POETA
Daj dłoń...
DZIENNIKARZ
Daj mi spokój!
SCENA 9.
POETA, RYCERZ.
POETA
Otwarła się toń!
Upomina się o swoje Umarła.
Szumem, gwarnością, zawrotem
idzie ku nam z powrotem;
jakaś Przemoc wrotom grobu się wydarła,
oto, słyszę, woła:
RYCERZ
Daj dłoń!!
POETA
Puszczaj!
RYCERZ
Ty mój!
POETA
Puszczaj!
RYCERZ
Ty mój!!
POETA
Żelazem owita ręka,
żelazem zakryta skroń.
RYCERZ
Zbieraj się, skrzydlaty ptaku,
nędzarzu, na koń, na koń,
przepadnie przekleństwo, męka!
POETA
Co mówisz, okropne widziadło,
na koń? - gdzie - ? jak?
Żelazna twoja dzwoni szczęka,
żelazna więzi mnie ręka.
RYCERZ
Na koń, zbudź się, ty żak,
ty lecieć masz jak ptak!
Bioręć w pętle.
POETA
Na arkan mnie wiąże.
RYCERZ
Poznasz, ktom jest, gdy zaciążę -
ty więzień mój, mnie służ;
biorę przemocą. Ja Moc:
za mną, przede mną
ognia kurz;
po drogach, po których lecę,
drzewa się palą jak świece,
ciskają się błyskawice,
jak lecę, Duch:
wytężaj, wytężaj słuch!
POETA
Puszczaj, przepadaj w Noc -
o, ręce, ręce martwieją...
RYCERZ
Ty mój!
POETA
Precz. -
RYCERZ
Słysz grom...
POETA
Zatrząsnął się cały dom...
RYCERZ
A czy wiesz, czym ty masz być,
o czym tobie marzyć, śnić-.
POETA
Sen, marzenie, mara, wid.
RYCERZ
Jutro dzień, przede dniem świt!
Wiesz ty, czym ty mogłeś być-
POETA
Słowo, Widmo gończe!
RYCERZ
Zwiastun!!
POETA
Głos jak marzeń moich piastun;
Rycerz, Widmo, urojenie
przyoblekło szatę żywą.
RYCERZ
Krwi, krwi pragnę, krwawe żniwo!
Wracam do dom w noc szczęśliwą,
w noc ponurych wichrów łkań.
Niosę dań, orężną dań.
POETA
Wracasz do dom ze snów, z dali...
RYCERZ
Z dali, hen z zaświatów, z prochów.-
Przeszedłem ogień, co pali,
przeszedłem zapady lochów.
Ścigam, gonię, moc roztrwonię.
Niosę dań, orężną dań.
POETA
W noc ponurych wichrów łkań
wstajesz z lochów, z prochów, skał...
RYCERZ
Na głos mój ty będziesz drżał:
Grunwald, miecze, król Jagiełło!
Hajno się po zbrojach cięło,
a wichr wył i dął, i wiał;
stosy trupów, stosy ciał,
a krew rzeką płynie, rzeką!
Tam to jest!! Olbrzymów dzieło;
Witołd, Zawisza, Jagiełło,
tam to jest!! - Z pobojowiska
zbroica się w skibach przebłyska,
żelezce, połamane groty,
drzewce powbijane do ciał,
z trupów zapora, z trupów wał,
rycerski zgotowiony stos:
Ofiarnica -
tam leć - tam chodź, tam leć!!!
brać z tej zbrojowni zbroje,
kopije, miecz i szczyt
i stać tam wśród krwi,
aż na ogromny głos
bladością się powlecze świt,
a ciała wstaną,
a zbroje wzejdą
i pochwycą kopije, i przejdą!!!
Spiesz, tam leżą stosy ciał;
przeparłem trumniska wieko,
czas, bym wstał, czas, bym wstał.
POETA
Łzy mnie pieką, łzy mnie pieką,
czymże bym ja tam być miał.
RYCERZ
Niosę dań, orężny szał.
POETA
Dech twój zimny, dech grobowy...
RYCERZ
Patrzaj w twarz, patrz mi w twarz,
ślubuj duszę, duszę dasz.
POETA
Za przyłbicą pustość, proch;
w oczach twoich czarny loch,
za przyłbicą Noc;
zbroja głuchym jękiem brzękła.
RYCERZ
Miecz, miecz, siła nieulękła;
patrzaj w twarz, patrzaj w twarz;
ty mnie znasz.
POETA
Ktoś jest?
RYCERZ
Moc.
POETA
- - Przyłbicę wznieś!
RYCERZ
Rękę daj.
POETA
Duszę weź.
RYCERZ
Patrz!!
POETA
Śmierć - - - Noc!
SCENA 10.
POETA, PAN MŁODY.
POETA
Potęga, wieczysta Potęga,
Moc nieprzeparta!!
PAN MŁODY
O czym mówisz - ?
POETA
Niedołęga
byłem - a dzieła to mitręga
próżna - mgła nic niewarta.
Teraz naraz się koło mnie zapaliło
i gorę - i piersi się palą;
zdaje mi się, że słyszę gdzieś górą,
jak skały sie padają
i w otchłań z łoskotem się walą.
PAN MŁODY
Będziesz sonet pisać czy oktawę?
POETA
Nie - przewiduję inszą zabawę;
poczułem na szyi arkan -
Polska to jest wielka rzecz:
podłość odrzucić precz,
wypisać świętą sprawę
na tarczy, jako ideę, godło
i orle skrzydła przyprawić,
husarskie skrzydlate szelki
założyć,
a już wstanie któryś wielki,
już wstanie jakiś polski święty.
PAN MŁODY
Zajmujące.
POETA
Ty tematem zajęty.
PAN MŁODY
Myślałżeś ty co więcej
niż poemat?
POETA
Może ja to myślę goręcej
i w tej chwili to jeszcze się pali -
jeszcze—a jutro się zawali
w gruz ten pożarny gmach.
A! chciałbym wstąpić w to Piekło.
Ach!
PAN MŁODY
Rozpalony.
POETA
Piekło żywe
w tej chacie, w zaklętym dworze:
Piekło gorze!
PAN MŁODY
A to coże?!
SCENA 11.
PAN MŁODY, HETMAN, CHÓR.
CHÓR
Hej, panie, panie Branecki,
nie żałuj grosika, nie żałuj,
pocałuj się z nami, pocałuj,
nie żałuj dukacika, nie żałuj,
dajże go nam z tej kieski!
HET’MAN
Ha, szatańce, sztab moskieski,
znajcie pana, bierzcie złoto,
nie stoję ja pan o złoto;
piekielna mnie dziś gospoda:
hulaj dusza, z wami zgoda.
CHÓR
Hulaj dusza, z nami w zgodzie,
potańcujemy w gospodzie;
pocałuj się z nami, pocałuj,
nie żałujta, hetmanie, kieski,
braliśta pieniążek moskieski,
hej, hetmanie, hetmanie Branecki!
HETMAN
Bierzcie złoto, pali złoto.
CHÓR
Pali pieniążek moskieski?
HETMAN
Piekielna mnie dziś gospoda:
diabły moją piją krew;
szarpają mi pierś, plecyska,
psy zjawiska, łby ogniska;
szarpają, sięgają trzew!
PAN MŁODY
Wojewoda! Wojewoda!
HETMAN
Puszczajcie, litości!
PAN MŁODY
Jezu!!
SCENA 12.
PAN MŁODY, HETMAN.
HETMAN
Ha, przepadli kędyś diabli,
ktoś się doli ulitował;
rana jeno straszna boli - -
puste żale, mnie nie szkoda,
bo ja pan, piekielny pan,
drwię z serdecznych ran.
Setkę lat przez puszczę gnam,
przez bór gonię, gęsty las,
przez ugory, łąki, błoń -
upałami bije skroń,
młotami serce wali,
ogień wnętrzności pali - - -
Każ muzyce dla mnie grać,
mnie na Piekło stać.
Ja pan, ćwierć kraju mam w ręku,
a jak kto po cichuteńku
powie „Jezus” - ja wolny na chwilę,
powietrzem się zasilę:
odetchnąłem piersią całą;
bierz ty, ile złota zostało,
patrz, oto niecki,
diabli mi to kazali nieść;
co noc tak świeżych nasypią,
a sztabowi, czerńcy przeklęci,
krzyczą za mną: panie Branecki,
nie żałuj; - krew moją chlipią - -
Masz!
PAN MŁODY
Hetmaniłeś ty, hetmanie,
chocia byłeś łotr,
i sam król był tobie kmotr;
przewodziłeś, przewodziłeś,
a my dzisiaj w psiej niewoli:
nie hetmany, strzęp, łachmany, gruz;
duszę ziębi mróz;
ciebie ogień, ogień pali -
przecz już nic nas nie ocali,
ani król, ani ból,
ani żale, ni płakanie,
hej, hetmanie, hej hetmanie - -
dzisiaj to mój dzień miłości...
HETMAN
Czepiłeś się chamskiej dziewki?!
Polska to wszystko hołota,
tylko im złota;
trza było do bękartów Carycy
iść smalić cholewki:
byłać ta we mnie cnota.
Asan mi tu Polski nie żałuj,
jesteś szlachcic, to się z nami pocałuj,
jesteś wolny!
PAN MŁODY
Bierz cię diabli.
HETMAN
Gębuj, widzęś nie przy szabli.
SCENA 13.
PAN MŁODY, HETMAN, CHÓR.
HETMAN
Ścigają psy, kąsają psy.
CHÓR
Przeklęty ty, przeklęty ty.
HETMAN
Sursum corda, serce żreją -
serce mi wyjmują z trzew.
CHÓR
Zaprzedałeś kraj, ty lew;
złotem pysk ci zaleją!
Złoty pan, weselny pan,
pójdźże w tan, pójdźże w tan!
HETMAN
Złoto pali, złoto war;
sursum corda, wiwat Car!
CHÓR
Lejcie mu do pyska żar,
sięgajcie mu dłońmi trzew.
HETMAN
Piją krew, żłopają krew,
cielsko drą po kawale!
CHÓR
Złoty pan, weselny pan,
pójdźże w tan, dalej w tan:
na Weselu hula Śmierć,
garniec pereł, złota ćwierć,
zaprzedałeś Czortu kraj.
HETMAN
Żłopią krew Czarty Moskale,
sursum corda, wiwat Car!
CHÓR
Huś ha, huś - haj go, haj!
Pójdźże w tan, dalej w tan!
Złoty pan! weselny pan!
SCENA 14.
PAN MŁODY, DZIAD.
PAN MŁODY
Tyle się przewlekło mar
z okropnym śmiechem Piekła...
DZIAD
Cóż wam to? cóż wam to?
Czy was panna młoda urzekła?
PAN MŁODY
Oj, tu Diabły, ze samego Piekła,
włóczyły przede mną człowieka,
ach, powietrza, tchu...
DZIAD
Cóż pon ucieka?
SCENA 15.
DZIAD, UPIÓR.
DZIAD
(za Panem Młodym)
Miałem rzec, cosi miałem rzec:
Szczęść Boże przy weselu.
UPIÓR
Przyjacielu, przyjacielu...
DZIAD
Kto! ty we krwi! precz, piekielny!
UPIÓR
Ja weselny, ja weselny,
dajcie, bracie, kubeł wody:
ręce myć, gębe myć,
chce mi się tu na Weselu
żyć, hulać, pić.
DZIAD
Precz, przeklęty, precz, przeklęty.
UPIÓR
Dajcie, bracie, kubeł wody:
gębe myć, ręce myć...
DZIAD
Krew na sukniach, krew na włosach...
UPIÓR
Nie pyskuj, nie powtarzaj. - -
Już, już wiedzą o tym w niebiosach.
(nuci)
„A stało się to w Zapusty”.
DZIAD
Precz, przeklęty, precz, przeklęty.
UPIÓR
Jeno ty nie przeklinaj usty,
boś brat - drżyj! ja Szela!!
Przyszedłem tu do Wesela,
bo byłem ich ojcom kat,
a dzisiaj ja jestem swat!!
Umyje się, wystroje się.
Dajcie, bracie, kubeł wody:
ręce myć, gębe myć,
suknie prać - nie będzie znać;
chce mi się tu na Weselu
żyć, hulać, pić - ?
jeno ta plama na czole...
DZIAD
Cholera!
UPIÓR
Zaraza, grób.
DZIAD
Precz, precz, ty trup!
UPIÓR
Widzisz, w orderach chodzę.
DZIAD
O! plamy na podłodze od nóg.
UPIÓR
To krew, obmyję próg,
dajcie ino, bracie, wody,
kubeł wody - gębe myć,
suknie prać - nie bedzie znać.
DZAD
Przeklęty! Maryjo, strać!
UPIÓR
Gadu, gadu, stary dziadu,
trza się do roboty brać;
kubeł wody, gębe myć,
nie bede próżno stać,
na Wesele, na Wesele,
podź tańcować, bośma brać
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
SCENA 16.
KASPER, KASIA, JASIEK.
JASIEK
Kasiu -
KASPER
Kasiu -
KASIA
Cóz ta, Jasiu?
JASIEK
Bo to widzis, Kasiu, że to -
tak mnie ciągnie bez pół.
KASPER
Pódź, Kasicko, ku mnie, cosi
mom ci sepnonć.
KASIA
Co, że co - ?
KASPER
Radź, co z nami - ?
KASIA
Kiej na ogrodzie rosi.
KASPER
Kiejbyśmy byli sami!...
JASIEK
Kasper - idze pod stodołę.
KASIA
Po co? - Idze ty.
KASPER
Wis, bracie,
idź ty pirwy - namość słome.
KASIA
Przyjdziewa.
JASIEK
Cóz sie trzymacie,
lgnies do niego- ?
KASPER
To sie zeń.
JASIEK
Do zeniacki pirsy leń,
a wpół chyci, zwyobraco.
KASPER
Jest ta Kasie chycić za co.
JASIEK
Juz bym do wos nic nie cuł -
ino ciągnie mnie bez pół.
KASIA
Przynieś wódki.
KASPER
Naści grosz.
JASIEK
Zaros, juści racje mos,
lece!
SCENA 17.
KASPER, KASIA.
KASIA
Powiedziałam tak na hece.
KASPER
Kasiu, dyć to k’sobie miło
byśwa poszli spolnie ka.
KASIA
Na ogrodzie sie zrosiło -
jak kces gęby, na -
KASPFR
Ino by najmilej było
k’sobie, Kasiu, byle ka.
KASIA
Juści, miło, Kaspruś - co?
k’sobie ?
KASPER
Ano -
KASIA
Juści...
KASPER
Zaś.
KASIA
Spełzła mi się wstązka kaś -
KASPER
Wstązka od gorseta?
KASIA
Nie ta,
przewiązka spodnicki.
KASPER
Kabyśwa pośli, Kasicko,
mojeś ty palące policko.
(nuci)
„Ino mi się nie broń dziś,
jutro mozes sobie iść”.
SCENA 18.
KASPER, KASIA, NOS.
NOS
(z flaszką i kieliszkiem)
W twoje ręce.
KASPER
Podziękować.
NOS
A dej Kasię pocałować.
KASPER
W twoje ręce!
KASIA
Podziękować!
NOS
A teraz pocałuj z woli.
KASIA
Ej ta, cóz to ? ?
NOS
Nie zaboli ?
Kasiu, dziwcze, co za dąs,
i on, i ja gołowąs;
chcesz go, to ci go nie bronię;
niedobrze ci w tej koronie.
KASIA
Pódzies pon, patrzcie go,
ledwo przysed, juz by kcioł.
NOS
Adie, druhna, jak nie, to nie.
KASPER
Cało flaszke bestia schloł.
SCENA 19.
PANNA MŁODA, PAN MŁODY.
PANNA MŁODA
Och, mójeśty, juz nie mogç tańcować,
a tańce, nie chciałabym żałować
jutro, że dzisiaj nie dosyć,
jak dzisiaj, że nie dość wczora,
ażem osłabła, aż prawie chora,
ino, że mi nie trza doktora,
ino tańca -
PAN MŁODY
Jak paciorki różańca,
taniec jeden, jak drugi
jednaki,
a łańcuch taneczny długi,
do rana, a od rana do nocy
PANNA MŁODA
Pokiel starcy piecywa i kołocy,
hulać, hulać w kółecko, tańcować...
PAN MŁODY
A pocałuj, bo będziesz żałować.
PANNA MŁODA
Tak ci mnie to granie tkliwi -
PAN MŁODY
Poczekaj, będziemy szczęśliwi -
PANNA MŁODA
Mój ty Boże - !
PAN MŁODY
W jakim dworze;
postawimy se dwór modrzewiowy,
brzózek przed oknami posadzę.
PANNA MŁODA
Brzoza straśnie sybko pusco,
het ściany we trzy roki ocieni.
PAN MŁODY
Będziemy se siedzieć w zieleni,
będziemy se siedzieć w maju,
we kwitnącym sadzie.
PANNA MŁODA
W paradzie.
PAN MŁODY
(nuci)
„A jak będzie słońce i pogoda,
słońce i pogoda...”
PANNA MŁODA
(nuci)
„Pójdziemy se razem do ogroda -
bedziemy se fijołecki smykać...”
SCENA 20.
DZIENNIKARZ, ZOSIA.
ZOSIA
Ach!
DZIENNIKARZ
Aa ! -
ZOSIA
Bardzo ciemno.
DZIENNIKARZ
Nie widno.
ZOSIA
Zmęczonam, wciąż w kółko, w kółko...
DZIENNIKARZ
